Niezmiennie piękne. Niezawodne. Małe kwiatki, tworzące "niebieskie morze". Stały punkt na mapie lokalnych amatorów fotografii. Jak co roku odmeldowałem się i ja.
Tak, w tym roku również udało mi się wyjechać w Tatry na te kilka dni. Mimo kiepskich prognoz pogody zdecydowałem się forsować plan słowacki. Już jakiś czas temu zarezerwowałem łóżko w schronisku nad Popradskom Plesem, czyli w miejscówce dobrze znanej już z zeszłego roku. Przyjazd do Strbskiego Plesa późnym popołudniem. Pogoda- jednak niezła. Temperatura optymalna, nie za ciepło, nie za zimno. A więc do schroniska, drogą pamiętaną z poprzedniej wyprawy. Widoki niezapomniane i niezmiennie zapierające dech w piersiach. Po zalogowaniu się w hotelu jeszcze krótka wędrówka szlakiem pewnego potoku, tu już kiedyś w tym temacie zainspirowała mnie blogerka Hemli, którą serdecznie w tym miejscu pozdrawiam. Szlak ładny, a widoki.... :) Piątkowy poranek. Nagła zmiana prognoz. Ma być dobrze. A więc tak zwana dzida w kierunku Rysów. Tu kilka wspomnień. Na Rysy pierwszy raz wszedłem bodajże w 1992 roku wraz z paczką łojantów, od strony polskiej, szkoda, że tym razem bez żadnego z...
Do stycznia 2022 roku w województwie łódzkim działały dwa ośrodki, gdzie można było pojeździć sobie na nartach. Oczywiście- czysto teoretycznie, bo zimy u nas wiadomo jakie, a ostatnio też pandemia. Przed nadchodzącym sezonem ostała się już tylko Góra Kamieńsk, bo SKI PARK Malinka już nigdy nie zostanie otwarty. Dwa historyczne zdjęcia poniżej pochodzą z nadal działającej strony ośrodka . Stacja działała na stoku tzw. Góry Wilamowskiej, niedaleko popularnej zgierskiej Malinki, miejsca z naprawdę dobrą infrastrukturą sportowo-rekreacyjno-gastronomiczną. Kiedyś na szczycie dodatkowo stała 12-metrowa, metalowa rampa, z której bardziej zaawansowani... a w zasadzie prawdziwi kamikadze mogli nabierać prędkości przed zjazdem na właściwy, dość płaski stok, gdzie szans na adrenalinę było jak na lekarstwo. Konstrukcja- hardcore, kilkanaście lat temu widziałem ją na żywe oczy i nie wzbudzała za grosz zaufania. Zdjęcie znalezione na lodzkie.naszemiasto.pl mówi samo za siebie: Co poza ty...
Już czwarty raz z rzędu udało mi się ukraść kilka dni w Tatrach. Nieodmiennie słowackich- latem o polskich nawet nie myślę... Tych dni teraz nie było zbyt wiele, dodatkowo paraliżowały mnie prognozy pogody, zapowiadające prawdziwy armagedon. Przez chwilę nawet wątpiłem w sens przedsięwzięcia, ale przemogłem się. Przecież i tak i tak jest się w górach... Spakowałem więc plecak, jeśli chodzi o sprzęt foto- zabrałem oba aparaty Sony, przy czym a7R tylko z jednym obiektywem- Canonem FD 35/2.8. W tym roku wymyśliłem sobie, że samochód zostawię w Zdiarze, po czym przesiądę się na autobus, którym dojadę do Tatrzańskiej Łomnicy, aby zatoczyć w ciągu czterech dni koło. Pierwszy nocleg zaplanowałem w fajnym schronisku na Skalnatym Plesie, w budynku dawnej stacji kolejki. Na górę się jednak nie wdrapywałem, skorzystałem z środków masowego transportu. Nie było czasu, a i od ponad 20 lat akurat to podejście kojarzy mi się nieszczególnie. Na Skalnatym tradycyjnie- pogoda rozkapryszona. Ale cisza...
Komentarze
Prześlij komentarz